Najnowsze komentarze
Jurajski_Zbych do: LwG nie dla wszystkich ? cd.
Patrząc po sobie - bo zjeżdzam do ...
A co powiecie na temat pozdrowieni...
symonostra@wp.pl do: LwG nie dla wszystkich ?
Sybilla, stąd Sy. Michalda, stąd '...
syminostra@wp.pl do: LwG nie dla wszystkich ?
LWG, to LWG. Tu, nie może mieć mie...
syminostra@wp.pl do: LwG nie dla wszystkich ?
Moi drodzy parafianie. Od 3,14 r /...
Więcej komentarzy
Moje linki
<brak wpisów>

13.05.2013 11:21

Kolejna przejażdżka po pracy.

Dzwoni telefon:

- Cześć, jakieś plany na dzisiaj ? - mówi kuzyn.

- Może Ruda Śląska, Pyskowice, Pławniowice, Kędzierzyn-Koźle, Rudy, Knurów, Zabrze ?  - odpowiadam.

- Jasne.

- 17 u mnie pod robotą - mówię.

Koniec szychty, czas ruszać. Kuzyna nie ma, wiec muszę czekać, śrubkę jakąś przykręcał jak się potem okazało. Jedynka i ruszamy, jak najszybciej i jak najsprawniej przejechać przez Rudę Śląską, Zabrze. Sam relaks z zaplanowanej wycieczki zaczyna się dopiero po wyjeździe z miasta. Nic mnie tak nie uspokaja jak kręta droga wijąca się pomiędzy malowniczymi krajobrazami. Lasy, pola, uspane wioski, w których jak gdyby nic się nie dzieje. 

Pyskowice, kuzyn daje mi znak że musiał by zatankować, podjeżdżamy na stacje, a tam kolejka na 5 czy 7 samochodów, na samej stacji 6 zajętych dystrybutorów. Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem "jakiś kryzys paliwowy czy co"

- Możemy jechać dalej, rezerwa mi się jeszcze nie włączyła - mówi kuzyn.

- Tak tylko że wjeżdżamy teraz w jakieś wioski a drogi nie znam, następna stacja może być dopiero w Kędzierzynie, ile masz paliwa na rezerwie ? - pytam

- myślę że na jakieś 60km.

Skinąłem tylko głową i jedziemy dalej. Las, gdzieś po drugiej stronie jezioro Dzierżno, długa prosta przełamana niewielkimi łukami. Potem pola i wioski z wijącą się pomiędzy nimi drogą. Mijamy jezioro Pławniowice dobrze widoczne z drogi. Temperatura powietrza idealna, nie za ciepło nie za zimno. Sunąc tak przed siebie niemal w transie nagle dostrzegam tablice żywcem wyciągniętą z PRL-u informującą o stacji benzynowej we wsi Rudzieniec. Kierunkowskaz i skręcam bez namysłu, "Niezbyt miło było by pchać XJ-te do Kędzierzyna" tylko przeszło mi przez myśl. Zatrzymuję się i czekam na kuzyna.

- Co jest ? - pyta

- Gdzieś tam jest stacja, jedziemy czy chcesz ryzykować jadąc aż do Kędzierzyna ?

- Jedziemy, ja już jestem na rezerwie.

Przejeżdżamy kilometr, może dwa. Tubylcy już nas zauważyli, kto był na ulicy lub w oknie już nas namierzał i oceniał, jak sądzę. Na stacji pistolet z dystrybutora przypięty na kłódkę, konsternacja, miła pani w okienku kasy informuje nas że już nie zatankujemy bo zamyka. Jakie było nasze zdziwienie, nas przyzwyczajonych do stacji 24h że o godzinie 18 nie ma szans na uzupełnienie paliwa, "jak to?". 

Tył na lewo i jedziemy z powrotem, wracamy na wcześniej obrany szlak. Nie musieliśmy jechać długo gdy we wsi Ujazd ukazała nam się stacja orlenu, z dwoma dystrybutorami i kasą w boksie ala kiosk. Gdy kuzyn tankował miałem chwile na poobserwowanie miejscowych. Co mi się rzuciło w oczy ? To że oni w ogóle się nie gonią, nigdzie nie śpieszą, to nie to co w mieście, jak by życie tu biegło w innym rytmie. 

Dość tego rozmyślania, jedynka i przed siebie. Wracamy na drogę, co ważniejsze stan drogi znacznie się pogorszył wiec i przyjemność z jazdy była mniejsza, ale jak to się mówi "jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma". W powietrzu unosił się zapach obornika ,czy coś w tym stylu, miastowy jestem to się nie znam :). Dojeżdżamy do Kędzierzyna, tu robimy przerwę na rozprostowanie kości i zamienieniu więcej niż dwóch zdań. 

Po kilku minutach ruszamy w dalszą drogę. W planach miałem jechać przez Kuźnie Raciborską, Rudy, Knurów Zabrze. Niestety pogoda szybko zmieniła moje plany, uciekając przed deszczem postanowiłem jechać najkrótszą drogą do Zabrza kierując się na Gliwice. Jak tylko zmieniliśmy drogę na mniej krętą i krótszą pogoda postanowiła jednak nas nie moczyć i przestało kropić. Zostawiając deszcz za sobą, i pogodzeni z nową trasą pomykaliśmy przed siebie. Jedziemy sobie tak lasem, nagle kuzyn wystrzela do przodu wyprzedzając mnie, no to ja redukcja, gaz do końca i wpogoń za nim. Potem się okazało że podobno zamulałem ;) 

Mijamy znak witający nas w Gliwicach, to już koniec wycieczki, jazdę przez Gliwice, Zabrze i dojazd do Rudy Śląskiej traktowałem już jak powrót. 120 km minęło szybko, za szybko, jak gdybyśmy przed chwilą wyjechali. No ale cóż, wszystko co dobre szybko się kończy.

Komentarze : 3
2013-05-14 11:50:27 sniadanie

Tak mi się wydaje. W końcu turysta z miasta szuka spokoju, a jak go znajdzie, staje się po prostu szczodry. A tego trudno nie docenić. :-)

2013-05-13 16:31:43 dominiks1980

Myślisz że jak tylko pojawia się ktoś obcy to przechodzą w tryb slow motion :)

2013-05-13 16:25:59 sniadanie

No wiesz, co? Jak amatorzy. :-)
Na wycieczkę na rezerwie?
Z tymi miejscowymi w mniejszych miejscowościach to tylko złudzenie. Gonią jak w miastach, tylko w towarzystwie turystów udają spokój w celu podtrzymywania legendy.

  • Dodaj komentarz